Czy to czas by wrócić na rynki finansowe?

UWAGA! JUŻ CZAS ROZLICZYĆ PIT za 2019!: Kliknij i pobierz darmowy program

Po giełdowych spadkach z połowy marca i rynkowej panice praktycznie nie ma już śladu. Wpompowane przez Banki Centralne biliony (to nie pomyłka) świeżo wydrukowanych dolarów, euro, funtów, franków i jenów zaczynają przelewać się na rynki finansowe, powodując gwałtowne drożenie aktywów. W międzyczasie domy maklerskie odnotowują rekordowy wzrost nowych kont maklerskich. Czy to już czas na powrót na rynki finansowe?

dolary amerykańskie

Co przemawia za tym, by inwestować w aktywa finansowe?

Przede wszystkim wzrosty. Jeszcze w lutym amerykańskie indeksy i spółki giełdowe raz za razem ustanawiały nowe ATH i aktualnie (połowa czerwca) niektóre z nich (NASDAQ, Amazon, Alphabet) znów ustanawiają rekordy lub są bardzo blisko. Ogromna ilość spekulantów, która (wbrew powszechnej panice) odważyła się na zakup aktywów np. amerykańskich spółek, znacząco pomnożyła kapitał. Dzisiaj rynki wydają się odnajdywać nowe momentum pchające je do wzrostów – stymulacja fiskalna, zerowe stopy procentowe, nadpłynność banków i rzesza dołączających do rynku nowych inwestorów indywidualnych zdają się jeszcze przez pewien czas być wystarczającą siłą, by utrzymywać wzrosty – na naszych oczach rodzą się więc świetne okazje spekulacyjne.

Za tym kryje się również drugi powód, niejako przymuszający nas do inwestowania na rynkach. Bezprecedensowe działania monetarne podjęte przez Banki Centralne (m.in. luzowanie ilościowe na niespotykaną wcześniej skalę) muszą doprowadzić do inflacji (której symptomy już zresztą widać – podczas „dołka” w realnej gospodarce, a zwłaszcza o takiej skali i niemal całkowitego zatrzymania działalności gospodarczej w normalnej sytuacji powinna wystąpić deflacja, która się nie pojawia właśnie na skutek wpompowywania pieniędzy na rynek przez Banki Centralne), która bezlitośnie będzie zmniejszać siłę nabywczą posiadanych oszczędności. Wszystkie „bezpieczne” formy oszczędzania przynoszą realną stratę przy niemal zerowych stopach – lokaty, obligacje, konta oszczędnościowe – oferują zwroty poniżej inflacji. Zresztą w Polsce z takim zjawiskiem mamy do czynienia już od prawie 2 lat.

Czy to znaczy, że to właśnie teraz jest czas na inwestycję?

Z pewnością sytuacja rynkowa wygląda atrakcyjnie, a wzrosty i zarobki, jakimi chwalą się niektórzy inwestorzy, robią wrażenie. Jednak należy zachować ostrożność – analizując fundamentalnie spółki, można zauważyć, że większość z nich (zwłaszcza z rynku amerykańskiego) jest wciąż bardzo droga, a w dodatku wypłaca minimalne dywidendy. Z pewnością dla osób budujących portfel długoterminowy to nie jest najlepszy czas na dokupywanie walorów do portfolio. 

Z drugiej strony nie możemy zapomnieć o sytuacji w realnej gospodarce. Ta wciąż jest daleka od huraoptymizmu widzianego na rynkach finansowych. Prędzej czy później będzie musiał nastąpić powrót do fundamentów i wówczas albo gwałtownie poprawi się sytuacja gospodarcza, albo rynki będą musiały przejść korektę. Wiele wskazuje na to, że raczej czeka nas to drugie – odbicie w przemyśle, handlu czy usługach nie następuje tak szybko, jak byśmy sobie tego życzyli, a dane płynące z MFW wskazują raczej na trwały charakter kryzysu.

Co zrobić?

Inwestować, ale z głową. Na rynku wciąż można trafić na świetnie wycenione spółki, które można nabyć bezpośrednio lub poprzez CFD. Zakup jednak powinno się zawsze poprzedzać solidną analizą techniczną, a nie tylko emocjami i wrażeniem, że wszytko rośnie. 

Komentarze